Ósma i ostatnia karta z twarzą — i nagle cała seria dostaje własną obsadę, jakby te kwadraty przez siedem odcinków zbierały się na odwagę, żeby w końcu spojrzeć odbiorcy prosto w oczy.
Kolaż ośmiu kart brzmi jak bardzo dobry finał: można zobaczyć rytm całej serii, powracające motywy i to, jak każda praca gada z pozostałymi. Taki mały wizualny pamiętnik, tylko bez obowiązku codziennego wpisu — uff, nawet papier ma prawo odetchnąć.
Fajna jest ta seria z buźkami :)
OdpowiedzUsuńCoś długo blogger nie aktualizuje blogowych postów.
Pozdrawiam ciepło
Ósma i ostatnia karta z twarzą — i nagle cała seria dostaje własną obsadę, jakby te kwadraty przez siedem odcinków zbierały się na odwagę, żeby w końcu spojrzeć odbiorcy prosto w oczy.
OdpowiedzUsuńKolaż ośmiu kart brzmi jak bardzo dobry finał: można zobaczyć rytm całej serii, powracające motywy i to, jak każda praca gada z pozostałymi. Taki mały wizualny pamiętnik, tylko bez obowiązku codziennego wpisu — uff, nawet papier ma prawo odetchnąć.